Chmura króla SaaS’a

cloud computing

Od dłuższego czasu przekaz medialny o rynku oprogramowania zdominowany jest przez termin cloud computing. Czy dziś – pod koniec roku 2012 możemy powiedzieć, że faktycznie chmury zasnuły już całe usługowe niebo?

Co to są te wszystkie (x)aasy?

Samych definicji chmury powstało już kilkadziesiąt, co jest wystarczająco dobrym powodem by wymyślić własną. Posłużę się pewnym porównaniem. Dla mnie chmura to taka moja wspaniała bluza, która niezależnie od tego w którym mieszkaniu jestem zawsze jest w najbliższej szafie, niezależnie od tego ile zjadłem jest odpowiedniego rozmiaru i jeszcze ma w kieszeni resztę z ostatnich zakupów.

Najbardziej rozpowszechniony jest podział usług dostępnych w chmurze na:

  • IaaS (Infrastructure as a Service),
  • PaaS (Platform as a Service)
  • SaaS (Software as a Service).

Niekwestionowanym królem jest SaaS. Rozwija się w 6-krotnie szybszym tempie niż pozostałe, a według szacunków Gartnera 84% nowego oprogramowania powstającego na świecie jest udostępniane właśnie w tym modelu. Skąd zatem ta intronizacja króla SaaS’a?

Przytoczę jeszcze jedną, niezwykle krótką definicję. Chmura to SEP, czyli Someone Else’s Problem – (problem kogoś innego). Ta olbrzymia zaleta stoi za sukcesem cloud computingu, gdyż uwalnia klientów chmury od wielu problemów naraz – infrastrukturalnych, sprzętowych, administracji zasobami, konfiguracji, serwisowania etc. etc.  Warto wiedzieć również, że IaaS, PaaS i jego królewska mość SaaS to nie rodzaje chmur, ale ich warstwy. Na infrastrukturze stoi platforma, a na niej końcowa usługa – oprogramowanie. SaaS zdejmuje z nas najwięcej problemów za jednym zamachem – jak mógłby zatem nie być najpopularniejszy.

Kto buja w obłokach

W sondażu JP Morgan, przeprowadzonego w marcu 2012 roku ankietowani zapytani o przewagi rozwiązań w chmurze, wymienili jako pierwsze 3 odpowiednio – skalowalność usługi, elastyczność biznesową i obniżenie kosztów. Zadziwiającym zbiegiem okoliczności te czynniki to także główne przewagi konkurencyjne małych i średnich przedsiębiorstw w walce o klienta. Rozwiązania w chmurze, ze względu na swój charakter są wprost idealne dla tego segmentu rynku, który uważnie patrzy na koszty, szybko adaptuje się do nowych sytuacji i co najważniejsze – na przykładzie Polski – zatrudnia blisko 70% ogółu zatrudnionych.

Według tego samego raportu, w 2012 roku aż 55% CIO planowało zwiększać wydatki na rozwiązania w chmurze. Rok wcześniej liczba ta wynosiła 27%.

Chmura czy chmurka?

Obserwując te fakty można dojść do wniosku, że obserwujemy kulminację wpływu chmury. W końcu kiedy ostatnio ktoś z nas zainstalował na swoim komputerze jakieś ciekawe oprogramowanie użytkowe? Czy jednak na pewno chmura jest już tak wielka?

Cofnijmy się trochę w czasie i zmieńmy dziedzinę. Sięgając do pamięci jako twórcę maszyny parowej odruchowo wymienimy Jamesa Watta, sięgając głębiej do Internetu znajdziemy też datę – rok 1763. Potem zaś znajdziemy informację, że Watt nie tyle wynalazł maszynę parową, ale udoskonalił poprzednią, której twórcą był niejaki Thomas Newcomen. Czy on był pierwszy? Oczywiście że nie, na przykład w 1681 swoją bardzo niedoskonałą maszynę zbudował niejaki Papin, zamontował w łódce i dzięki niej przemierzył spory odcinek Tamizy. Aby pokazać kontekst historyczny – to dwa lata przed zwycięską szarżą husarii pod Wiedniem. A same możliwości pary zauważył już Heron w dawnej Aleksandrii i stworzył swą obracającą się kulę. Dlaczego zatem minęło tyle czasu zanim maszyny parowe na dobre rozgościły się w roli głównej siły napędowej przemysłu i transportu?

Do rozwoju każdego z wynalazków potrzeba dwu czynników – zapotrzebowania i możliwości technologicznych.

Urządzenia, które zmieniły kontekst

Czy dziś potrzebujemy stałego dostępu do informacji z dowolnego miejsca? Dostępu do naszych danych czy aplikacji? Poczty? Plików? Oczywiście że tak, popatrzmy np. na to co robią ludzie w trakcie podróży pociągiem czy tramwajem. Jak wielu z nich już wykorzystuje te chwile na kontakt z zasobami chmury za pomocą smartfona i tabletu, a jest to trend narastający. Zwłaszcza my, ludzie branży IT lub młode pokolenie jesteśmy skłonni myśleć, że wszyscy już mają smartfony a jedyne czego nie wiadomo to czy kupić produkt z systemem Google Android czy Apple iOS. Błąd, nawet w najbardziej rozwiniętych krajach udział smartfonów w rynku nie przekracza obecnie 35%. Za to stale rośnie, gdyż ponad 50% kupowanych urządzeń mobilnych np. w Polsce to smartfony.

Smartfon zmienił kontekst dostępu do danych i aplikacji, pokazał że potrzebujemy do nich stałego dostępu. Czy jednak naprawdę obecnie mamy możliwości technologiczne, które w wystarczający sposób zaspokajają potrzeby użytkowników mobilnych? Firmy sprzedające smartfony prześcigają się w licytacji na udowodnienie technologicznej czy jakościowej przewagi nad rywalem, czy jednak naprawdę już osiągnęły futurystyczne poziomy? Czy kompromis pomiędzy długością palców człowieka, a rozmiarem ekranu naprawdę pozwala nam, tworzyć wydajne interfejsy, a może postęp w bateriach które po intensywnym użytkowaniu potrafią wyczerpać się w 8 godzin jest już zakończony? Czy naprawdę nasz obecny dostęp do sieci Internet, zwłaszcza w podróży jest idealny?

Wiemy że odpowiedź na powyższe pytania to „nie”. Mamy potrzeby ale brakuje nam jeszcze wielu możliwości. I jeśli w tych warunkach 30% użytkowników smartfonów w Japonii deklaruje że woli przeglądać strony WWW na nich, niż na komputerze, a na aukcji e-bay zostaje zakupiony samolot za 250 tys. USD za pomocą przeglądarki mobilnej, pomyślmy gdzie dojdzie chmura, której istotą jest mobilność, gdy pojawią się nowe możliwości technologiczne. Być może np. tak bardzo oczekiwane Google Glasses stanowią zapowiedź kolejnego, prawdziwego przełomu.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn