Misja handlowa w Izraelu. Czy warto?

enjoy work

Polski MSZ zorganizował misję dyplomatyczną do Izraela w towarzystwie wybranych polskich firm, które w wyróżniają się wyjątkowymi osiągnięciami w dziedzinie zaawansowanych technologii. Jako Softhis mieliśmy przyjemność prezentować polską branżę ICT. Przy tej okazji chciałbym podzielić się swoimi doświadczeniami i odpowiedzieć na tytułowe pytanie – czy warto? Pierwsze wrażenie: gorąco polecam każdemu kto chce dotrzeć do konkretnego rynku. Po pierwsze fakt przyjazdu w ramach misji handlowej kraju, w towarzystwie ministra robi naprawdę dobry PR i ogromnie ułatwia dotarcie do klienta na miejscu. Po drugie daje okazję porozmawiania w ramach spotkań organizowanych w „oficjalnych częściach programu” z ludźmi, do których naprawdę trudno byłoby dotrzeć innymi kanałami. A porozmawiać warto chociażby dla wymiany wiedzy.

Izrael – start-up nation.

Na początek kilka faktów, Izrael nie jest państwem dużym, jest pięknie położony, ma ok. 8,3 mln ludności i pod względem powierzchni zajmuje 144 miejsce na świecie – jest mniejszy niż województwo Mazowieckie. Jego położenie geopolityczne jest bardzo trudne, otoczony jest krajami nastawionymi niezbyt przychylnie. W bezpieczeństwie i w ekonomii musi polegać na połączeniu nowoczesności i przewagi technologicznej z silną współpracą międzynarodową bez względu na odległość. I można powiedzieć, że robią to z dużą sprawnością. Firmy z Izraela to największa grupa notowana na giełdzie nowojorskiej po firmach amerykańskich. Rynek Izraela nazywane jest wręcz wrotami do rynku USA. W Izraelu w ciągu ostatni lat zlokalizowano ok. 290 centrów badawczo rozwojowych firm z całego świata. Izraelskie start-upy zebrały w ubiegłym roku 3,4 miliarda USD finansowania. Jaka jest recepta na ten sukces?

Sami mieszkańcy zapytani o to, wskażą 4 czynniki:

  1. Wsparcie systemowe państwa.

W Izraelu na R&D wydaje się 4,4% PKB, (w Polsce 0,7%). Państwo finansuje zwłaszcza te najwcześniejsze prace koncepcyjne, obarczone największym ryzykiem powodzenia, uważając, że dalsze etapy badań i inwestycji, których efektem ma być powstanie np. konkretnego produktu i wprowadzenie go na rynek to już sfera kapitału prywatnego. Jednocześnie finansowanie to skonstruowane jest tak, by właśnie zdjąć ryzyko z poszukiwania innowacji. Nie ma np. odbierania środków, gdy prace badawcze nie osiągnęły jakichś „wskaźników rezultatu”, które planując kilkuletni projekt badawczy dość ciężko przewidzieć. Za to państwo odzyskuje środki z udanych finansowań – pobiera potem 3% zysku z rezultatów prac badawczych.

  1. Zamiłowanie do technologii.

Izrael ma największy na świecie odsetek pracowników z wyższym wykształceniem technicznym. Innowacji poszukuje się w obszarach twardych, na styku urządzeń i technologii informatycznych, lub w technologiach inteligentnych. Warto zwrócić na to uwagę, gdy weźmie się pod uwagę, że gorące dyskusje wzbudza u nas obowiązkowa matura z matematyki. Izraelskie uczelnie techniczne wypuszczają noblistów i są w pierwszej 20-ce rankingu światowych uczelni technicznych.

  1. Armia – szkoła życia

Wspominałem o otoczeniu Izraela – jednym z efektów jest powszechna służba wojskowa. Idą do niej wszyscy zaraz po maturze, mężczyźni na 3 lata, kobiety na 2. I nie jest to służba powszechna w stylu znanym u nas kiedyś, ta od której wszyscy próbują uciec, z patologiami fali, z bezsensownym bieganiem w masce po poligonie jako jedyną formą działań. Nikt nie wymiguje się, służba w armii jest powodem do dumy. Armia w Izraelu bierze udział w faktycznych działaniach bojowych, stale. Dysponuje najnowocześniejszymi technologiami. Efektem tego jest, że młodzi, mający 21-23 lat ludzie wchodząc w etap wybierania kierunku studiów lub drogi życia, mają za sobą twardą szkołę przetrwania, byli w bezpośrednich warunkach bojowych, zarządzali w nich dużymi grupami ludzi, sprawdzili się w sytuacjach krytycznych. Przede wszystkim też zarazili się technologią. Izrael ma szanse obronne tylko wtedy, gdy będzie generację wyżej w technologii niż wrogie państwa sąsiednie. Armia Izraela dysponuje naprawdę nowoczesnymi rozwiązaniami, wychodząc z wojska młodzi ludzi mają i wiedzę i zaciekawienie technologią – dlatego tak często wybierają studia inżynierskie.

  1. Nie ma strzałów – nie ma bramek.

Stare piłkarskie przysłowie, które ma duży sens w biznesie – Izrael to kraj seryjnych przedsiębiorców, „serial entrepreneurs”, takich którzy założyli pierwszy biznes, sprzedali go, założyli drugi, zbankrutował, założyli trzeci i czwarty i piąty. Porażka jest rzeczą codzienną. Nikogo nie dyskwalifikuje to, że poniósł porażkę, ani w oczach inwestorów ani w oczach pracodawcy. Ważne jest by wiedział co się nie udało, nauczył się czegoś. Ludzie którzy ponieśli jakąś porażkę i wyszli z niej, są pożądani, bo znają biznes nie tylko od strony gładkiego ślizgania się bez ryzyka.

Czy da się to zaadaptować u nas? Mam ogromną nadzieję, że w części np. związanej z wojskowością takiej konieczności nie będzie. Jednak patrząc na nasze różnorakie start-up communities trudno nie odnieść wrażenia, że korzystne byłoby większe skupienie na pracy, na technologii, na odpowiedzialności, a mniejsze na stylu życia „start-upera”. Popularyzacja wykształcenia technologicznego też. Myślę, że niewiele osób spodziewa się, że kolejny światowy przełom w innowacji pojawi się w obszarze social media lub „zarządzania i marketingu”. Zrozumienie, że osoba która próbowała stworzyć coś nowego i się to nie udało i jest to normalne, też premiować będzie ludzi ze skłonnością do podejmowania wyzwań. Warto popatrzeć na nich od strony nie czy zawsze odnosili sukces, ale czego się nauczyli, co teraz umieją.

Mam jeszcze jedną myśl – w trakcie rozmowy z współzałożycielem ogromnego funduszu VC Pitango, z kapitałem rzędu 1,7 miliarda USD, zapytany o tym w jakim horyzoncie czasowym patrzą na spółki, w które inwestują powiedział coś szalenie istotnego. W Pitango rocznie oceniają ok 1500 różnych aplikacji o inwestycje, wybierają z nich max 15. Ale w te wybrane planują inwestować ok 7-10 lat, by zbudować konkretną wartość. Nikt nie myśli o szybkim wyjściu za 2-3 lata, przedsiębiorcy chcący w takim czasie sprzedać swój biznes nie są traktowani poważnie. Nikt też nie wierzy że inwestycja w tym czasie się zwróci (tak pod kątem niektórych założeń programu Innowacyjna Gospodarka). Umiejętność długotrwałego, cierpliwego planowania i pracy na dobrym pomysłem, gra nie o „dobre 12-te miejsce” ale zawsze o złoto. Podróże kształcą.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn